Trudne początki prasy polskiej po II RP. Mimo zagrożeń, dziennikarska elita zarabiała więcej niż premier

🕓 12.06.2019
📂 Media
👁 174
🗨 0
100 lat Polsko. Dziennikarze po II RP - jak wiele zarabiali

Zawód dziennikarza ukształtował się w latach dwudziestolecia międzywojennego. Wtedy również został ustawowo zdefiniowany. Polska branża wydawnicza, jak duża liczba branż w ówczesnej Polsce składała się z 3 całkiem innych systemów prasowych. Mnogości tytułów sprzyjała sprawa polityczna, bo wiele periodyków było związanych ze sceną polityczną.

Życie większości dziennikarzy nie było usłane różami. Pensja redakcyjna odrzucić wystarczała na przetrwanie, toteż musieli dorabiać nie wyłącznie w innych tytułach, jednak też poza branżą, np. jako dozorcy.

Trudne życie dziennikarza w II RP

Zawód dziennikarza ukształtował się w Polsce właśnie w latach 20. Autorami wielu tekstów nie byli tylko dziennikarze, ale i politycy, społecznicy czy naukowcy. Wiele periodyków było upolitycznionych. Głównym czynnikiem, który kształtował ówczesny polski rynek prasowy, była zmienność. Profesor Witold Giełżyński podaje, że w okresie 1918-1930 zostało po Polsce założonych 5086 pism. W 1930 roku ukazywało się 2349 tytułów, zatem 60 proc. z zaplanowanych w ciągu tych 11 lat tytułów zostało zamkniętych. Pomiędzy redakcjami istniały ogromne różnice na płaszczyźnie budżetów, technologii i wielkości redakcji.

Skutkowało to wykształceniem się w II RP dwóch skrajności w globie dziennikarskim: dziennikarzy prestiżowych dzienników, głównie o dłuższej tradycji wydawniczej oraz dziennikarzy drobnych tytułów, którzy musieli dorabiać, wykonując inne czynności na boku. Dla porównania prestiżowy "Ilustrowany Kurier Codzienny" zatrudniał w 1935 roku ok. 180 pracowników, ale niedaleko tego istniało wiele wydawnictw, w których pracowało tylko kilka osób. Według "Informatora Prasowego” z 1938 r., na dzień 1 stycznia 1938 roku w Zależności Dziennikarzy RP zrzeszonych stało się 936 osób, z czego 1/4 stanowili aplikanci. Oznacza to, że przy przeliczeniu na jeden dziennik poziom zatrudnienia kształtował się średnio w granicach 5, 4 dziennikarzy i 1-wszą, 3 aplikantów.

Foto: polona. pl Ilustrowany Kuryer Codzienny z 1939 r.

Kokosów nie było

Ogromna dysproporcja była również na szczeblu zarobków dziennikarzy. W Porozumieniu Zbiorowej z 1938 roku kalendarzowego pomiędzy Związkiem Dziennikarzy jak i również Polskim Związkiem Wydawców stwierdzono, że zapłatą za pracę dziennikarza nie mogą być towary, weksle lub inne rzeczy. Bywało albowiem, że dziennikarz miał wypłacane wynagrodzenie w towarach. Nadmienione już porozumienie pomiędzy dziennikarzami a wydawcami z 11 lutego 1938 roku doprecyzowało również definicję pojęcia "dziennikarza”. W myśl art. trzy była to osoba, która:

  • stale i zawodowo trudni się publicystyką, zbieraniem, opracowywaniem albo ocenianiem materiału, przeznaczonego do umieszczenia w wydawanym w Polsce dzienniku lub przy codziennym biuletynie informacyjnym firm prasowej, jeżeli praca poniższa jest wyłączną lub naczelną podstawą jego zarobku,
  • posiada obywatelstwo polskie jak i również korzysta w pełni wraz z praw cywilnych i obywatelskich,
  • jest nieskazitelnego charakteru,
  • odbył aplikację dziennikarską.

Mieczysław Kafel po swojej rozprawie "Ekonomiczne oblicze zawodu dziennikarskiego” podkreśla, hdy pensje 48 proc. redaktorów w 1939 roku oscylowały w granicach 80-150 zł miesięcznie – czyli po granicach trzech najniższych grup uposażeniowych urzędników. Najlepiej posiadało się środowisko warszawskie. Przy stolicy bowiem średnia zysków dziennikarzy wynosiła 414 złotych, ale większość i tak najprawdopodobniej nigdy tego stopnia nie osiągnęła. Zdarzali się też tacy dziennikarze, których zarobki były na pułapie premiera. Kierownicy wydań zarabiali około 1000 złotych. Wskazane jest przytoczyć tutaj przykład redaktorów pracujących dla koncernu prasowego Dom Prasy S. Zaś. (od 1934 r. Nasz kraj Prasa S. A. ). Wydawnictwo posiadało takie produkcje jak: "Przegląd Sportowy", "Kurier Czerwony", "Kino", "Express Poranny", czy "Dobry Wieczór". Jak pisze prof. Andrzej Paczkowski, w styczniu 1934 roku kalendarzowego w redakcji i administracji najniższa pensja wynosiła 216 zł, lepsi dziennikarze zarabiali po 500— 600 złotych miesięcznie, a kilku przy granicach 900— 1000 zł. Jak dodaje, dochodziły do tego różne apanaże, takie jak np. bezpłatne bilety kolejowe, mniejsze lub większe gratyfikacje, a dla wielu także dodatkowa wierszówka. Największe zarobki miało trzech dyrektorów: H. Butkiewicz, A. Lewandowski jak i również Leon Brisenmeister. Zarabiali oni po 2000 - 2500 zł miesięcznie.

Trzeba pamiętać, że siła nabywcza tych pieniędzy była duża. Średnio za jeden chleb chleba trzeba było uiścić około 30 groszy, a za złotówkę można było zjeść dobry obiad po restauracji.

Rynek prasy po 11 listopada 1918 r.

Odzyskanie niepodległości postawiło polskich dziennikarzy i branżę wydawniczą w całkiem świeżej sytuacji i wobec oryginalnych wyzwań. Poza walką o czytelnika trzeba się także było odnaleźć w oryginalnej rzeczywistości już bez zaborczych cenzorów. Po 11-stym listopada 1918 roku w Polsce równocześnie istniały trzy przeróżne ustawodawstwa regulujące rynek prasowy. Na ziemiach dawnego zaboru pruskiego wciąż obowiązywały przepisy ustawy prasowej z 1874 roku oraz kodeksu karnego, według którego karano zbytnio przewinienia związane z wydawnictwem. W dawnym zaborze austriackim stosowano przepisy ustawy prasowej z 1862 roku, zaś dla Królestwa Kongresowego jak i również ziem wschodnich obowiązywały zapisy rosyjskiego kodeksu karnego z 1903 roku. Modyfikacje były zauważalne prawie dzięki każdej płaszczyźnie, począwszy od czasu procedury zakładania pisma. Austriacka procedura przewidywała m. in. podanie redaktora prowadzącego, tytułu czasopisma oraz częstotliwości ukazywania się. Pruskie prawo zakładało w pierwszej kolejności przedstawienia pierwszego egzemplarza miejscowym władzom.

Zobacz też: Automaty, ptasie mleczko, samolot i neony. Przedwojenny Wedel, którego nie znacie.

W pierwszych miesiącach niepodległości całkiem dużą swobodą cieszyła się prasa w dawnym Królestwie Polskim. Rząd J. Moraczewskiego zniósł cenzurę prewencyjną i proklamował wolność pracy. siedmiu lutego 1919 roku ogłoszono "Dekret o przedmiocie tymczasowych przepisów prasowych”, który był tylko doraźnym rozwiązaniem. Miał on jednak wiele sprzeczności. Pierwszy artykuł głosił, iż "Prasa jest wolna”, z kolei w piątym czytamy: "Pierwsze egzemplarze każdego druku (…) natychmiast po ich odbiciu winny być przez zarządzającego drukarnią bezpłatnie miejscowej instytucji, lub miejscowemu urzędnikowi do odwiedzenia spraw prasowych”. Dla wydawców było to dużym kłopotem, ponieważ często zdarzało się, że gazety ponosiły wielkie straty, gdyż po wydrukowaniu cały nakład ulegał konfiskacie przez organy państwowe. Prowadziło to do tego, hdy wiele czasopism wprowadzało swojego własnego rodzaju samo cenzurę, wysyłając odpowiednim władzom swoje teksty jeszcze przed wydrukowaniem. Lutowy dekret zabraniał również publikowania informacji o ruchach wojsk bez specjalnego pozwolenia, a także publikowania treści pornograficznych.

Foto: polona. pl "Robotnik" z 1933 r.

Nowa ustawa prasowa z 1920 r.

Pierwszą próbę wprowadzenia ustawy prasowej podjęto w 1920 r. Wnioskowali o to m. in. Ignacy Daszyński i Wincenty Witos. Chcieli oni uregulować zawód dziennikarza, a również ukrócić samowolę wydawniczą. Operacje zostały jednak zatrzymane w skutek interwencji wydawców.

Dużą swobodę prasy głosiła konstytucja marcowa z 1921 roku. Kluczowy tutaj był artykuł 105:

Poręcza się wolność prasy. Nie może być wprowadzona świadectwo ani system koncesyjny na wydawanie druków. Nie powinna stanowić odjęty dziennikom i drukom krajowym debit pocztowy, ani ograniczone ich rozpowszechnienie na obszarze Rzeczypospolitej

Realnie był to zapis, który zakładał, że władze nie zdołały ingerować w powstawanie gazet. Cenzura prewencyjna została zastąpiona jednak cenzurą represyjną, gdyż za każdą nieprawidłowość przy druku groził proces sądowy. Marcowa Konstytucja określała jedynie przepisy ogólne – przy sprawach przepisów szczegółowych nadal obowiązywały ustawy i dekrety państw zaborczych. Zaostrzenie cenzury nastąpiło po przejęciu poprzez Piłsudskiego władzy w maju 1926 roku. Podpisany przez prezydenta Ignacego Mościckiego dziesięć maja 1927 roku rozporządzenie o prawie prasowym, znacznie podwyższało kary dla redakcji i wydawnictw.

Był to środek wymierzony przede wszystkim przeciwko pismom opozycyjnym. Na temat specyficznym rodzaju wolności prasy mówi tutaj pierwszy artykuł: "Prasa jest wolna; ulega tylko ograniczeniom, przewidzianym w niniejszym rozporządzeniu oraz w ustawach karnych”. Kary miały być bardzo dotkliwe. Punkt nr 40 mówi nawet o niszczeniu "form jak i również płyt służących do sporządzenia druku”. W latach 1926-1935 naczelny organ prasowy PPS-u -"Robotnik- był konfiskowany aż ok. 500 razy.

"Gazeta Warszawska” należąca do Stronnictwa Narodowego ok. 260 razy. Represjami sterowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Sposoby represji były przeróżne. Wiele wydań zostało wstrzymanych z powodu złego stanu sanitarnego w wydawnictwie, nadmiernego hałasu, czy złego stanu technicznego maszyn. Władza oddziaływała również na instytucje finansowe, które po urzędowej wizycie już mniej z największą przyjemnością chciały wspierać kredytami wydawnictwa i drukarnie. Uciekano się również do przemocy. Grupa wojskowych pobiła dotkliwie prof. Zygmunta Cywińskiego z "Gazety Wileńskiej” za tekst na temat Piłsudskim. Często dochodziło do różnego rodzaju aktów wandalizmu z udziałem "nieznanych sprawców”.

Wolność prasy nawet nie znalazła swojego obszaru w konstytucji kwietniowej wraz z 1935 roku. Zastosowano bowiem odpowiedni wytrych w formie wolności słowa, która była dobrem powszechnym. Dekret prasowy z 21 listopada 1938 r. doprecyzował konstytucję; pierwszy artykuł głosił: "Granicą wolności prasy jest dobro powszechne”. Wprowadzono również obowiązek zamieszczania komunikatów urzędowych.

Prawo zajmowania tekstów należało odtąd do władz administracyjnych, natomiast nie do sądów. Wprowadzony kolejnego dnia dekret o ochronie niektórych interesów ciebie przewidywał karę 2 lat pozbawienia wolności za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i pięciu lat za publiczne nawoływanie do strajku. Dziennikarze musieli też uważać na wówczas, co piszą o Marszałku Piłsudskim. Ustawa o ochronie imienia Józefa Piłsudskiego przewidywała karę pięciu lat pozbawienia wolności za uwłaczanie godności Marszałka.

*źródła:

- Konstytucja marcowa z 1921 roku

- Dz. U. 1919 nr 14 poz. 186. Dekret spośród dnia 7 lutego 1919 r. o przedmiocie tymczasowych przepisów prasowych

- Dz. U. 1927 nr 45 poz. 398. Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia dziesięciu maja 1927 r. na temat prawie prasowym

- Dz. U. 1938 nr 25 poz. 219. Ustawa z dnia 7 kwietnia 1938 r. o ochronie imienia Józefa Piłsudskiego, Pierwszego Marszałka Polski

- Dz. Obok. 1938 nr 89 poz. 608. Dekret Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 21 listopada 1938 r. - Uprawnienie prasowe

- Habielski R., Ewolucja prawa prasowego po Drugiej Rzeczypospolitej. Zakres jak i również recepcja, "Studia Medioznawcze” 2013(4)

- Nałęcz D., Zawód dziennikarza w naszym kraju 1918-1939, WYDAWNICTWEM NAUKOWYM PWN 1982. Paczkowski A., Prasa Polska w latach 1918-1939, red. J. Łojek, PWN 1980

- Paczkowski A., Prasa codzienna Warszawy w latach 1918-1939, PWN 1983

Autor: Pete99
Kategoria